Menu

Śmierć Papieża. Odchodzenie Jana Pawła II oczami Polaków

„Poczułam, że uczestniczę w czymś ważnym, najważniejszym od momentu, kiedy się urodziłam” – jedna ze studentek przed „papieskim oknem” na ul. Floriańskiej w Krakowie w dniu 2 kwietnia 2005 roku.
1 lutego 2005
Jan Paweł II trafił do polikliniki Gemelli po gwałtownym ataku niewydolności oddechowej spowodowanym zapaleniem krtani i tchawicy.  
10 lutego
Po ustąpieniu zapalenia Jan Paweł II opuszcza szpital i wraca do Watykanu.
24 lutego
Ponowny ostry atak niewydolności oddechowej. Jan Paweł II trafia znów do polikliniki Gemelli.
25 lutego
Papież zostaje poddany operacji tracheotomii (rozcięcie tchawicy i wprowadzenie rurki zapewniającej dopływ powietrza do płuc).
13 marca
Papież decyduje się na powrót do Pałacu Apostolskiego, gdzie zostaje poddany intensywnej opiece medycznej.
25 marca
Wielki Piątek, podczas drogi krzyżowej w Koloseum odczytane zostaje przesłanie Jana Pawła II. Wierni, dzięki transmisji z prywatnej kaplicy papieża, mogą oglądać Jana Pawła II oglądającego nabożeństwo w telewizji.  
27 marca
Wielkanoc, Ojciec Święty błogosławi wiernych z okna, mimo wysiłków nie udaje mu się jednak nic do nich powiedzieć.
30 marca
Papież pojawił się w oknie swego apartamentu i pobłogosławił rzeszę pielgrzymów, którzy przybyli na plac św. Piotra pomimo odwołanej audiencji generalnej.
31 marca, godz. 11.00
U Ojca Świętego nastąpił gwałtowny wzrost gorączki w wyniku infekcji dróg moczowych, niewydolność krążeniowa i oddechowa. Na prośbę Jana Pawła II nie przewieziono Go do szpitala.
1 kwietnia
W Polsce, po przekazaniu niesprawdzonej informacji o śmierci Papieża, zostaje m.in. przerwany mecz Lech Poznań - Pogoń Szczecin na stadionie w Poznaniu.
1 kwietnia
W warszawskiej katedrze polowej odbyła się msza w intencji Jana Pawła II z udziałem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, premiera Marka Belki, kierownictwa MON z min. Jerzym Szmajdzińskim oraz żołnierzami z garnizonu warszawskiego.
2 kwietnia, godz. 12:00
„Od świtu zaczęła się stopniowa utrata przytomności” – informuje rzecznik Watykanu Joaquín Navarro-Valls. Ujawnia, że poprzedniego wieczora, kiedy powiedziano Janowi Pawłowi II, że na placu św. Piotra modli się za niego młodzież, ten odpowiedział: „Szukałem was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Zaznacza, że „zdanie to z pewnym trudem odtworzono ze słów, które wymówił kilkakrotnie”.
2 kwietnia, godz. 20.00
W apartamencie Jana Pawła II została odprawiona Msza Święta. Ojciec Święty przyjął Wiatyk oraz sakrament namaszczenia chorych.
2 kwietnia 2005, godz. 21:37
Jan Paweł II umiera. Kilkanaście minut później kard. Leonardo Sandri ogłosił wiernym zgromadzonym na placu św. Piotra w Rzymie że „Nasz ukochany Ojciec Święty powrócił do Domu Ojca”. 
2 kwietnia, godz. 21.55
W Polsce ks. Andrzej Majewski ogłasza we wszystkich stacjach TVP informację o śmierci Papieża. Inne stacje przerywają programy i ogłaszają tę wiadomość w podobnym momencie.
2 kwietnia, godz. 22.00
TVP1 nadało wydanie specjalne Wiadomości, prowadzone przez Krzysztofa Ziemca, w którym szczegółowo odniosło się do informacji o śmierci papieża.  
3 kwietnia, godz. 15.00
Msza na pl. Piłsudskiego w Warszawie w intencji zmarłego Jana Pawła II z udziałem bp. Piotra Jareckiego, wicemarszałka sejmu Michała Ujazdowskiego, szefa gabinetu Prezydenta Waldemara Dubaniowskiego, szefa MSWiA Ryszarda Kalisza, prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego. W nabożeństwie wzięło udział ok. 150 tys. wiernych. Podobne nabożeństwa odbyły się w Łagiewnikach (100 tys. wiernych) i na Jasnej Górze (70 tys. wiernych).
4 kwietnia
„Msza pojednania” na stadionie Cracovii na której zgromadziło się ok. 25 tys. kibiców głównie ze zwaśnionych klubów krakowskich: Cracovii, Hutnika i Wisły.
4 kwietnia
Łódź, „Biały marsz” w intencji zmarłego papieża. Głównymi ulicami Łodzi przeszło ok. 100 tys. ludzi.
5 kwietnia, godz. 17.00
Msza na pl. Piłsudskiego w Warszawie w intencji zmarłego Jana Pawła II z udziałem m.in. prymasa Józefa Glempa, prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, premiera Marka Belki, prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego. Uczestniczyło w niej ok 250 tys. wiernych.
7 kwietnia
Kolejne „Białe marsze” odbywają się w wielu miastach Polski. Największy w Krakowie zgromadził ponad 1 mln ludzi.
Przerwać mecz
Stadion Lecha Poznań w dniu 1 kwietnia 2005 roku. Grają gospodarze z zespołem Pogoń Szczecin. Po 38 minutach dynamicznej gry na murawę wbiega niepostrzeżenie kibic, kierując się ku sędziemu  głównemu. Pachnie awanturą, pojawia się komunikat o niedozwolonym wtargnięciu na boisko. Jednak sędzia nie wzywa ochroniarzy, kibic przekazał mu bowiem informację o śmierci Jana Pawła II. Chwila niepewności, jak się zachować, następują konsultacje między sędziami a grającymi piłkarzami, trwa to kilka minut. Zniecierpliwieni kibice nie mają wątpliwości, zaczynają skandować „Przerwać mecz”, część z nich tłumnie zaczyna wychodzić ze stadionu. W tym momencie rozlega się przeciągły gwizdek kończący spotkanie, komentator wyjaśnia, jaki jest powód, chociaż wszyscy zdają się być dobrze poinformowani – główne media podały właśnie informację o śmierci papieża, jak się później okazało – przedwcześnie. Piłkarze obu drużyn chcą jednak dodatkowo uczcić tę chwilę, ustawiają się w kręgu, obejmując się ramionami, i odmawiają modlitwę, wielu z nich wyraźnie płacze. Z trybun rozbrzmiewają oklaski oraz skandowanie „dziękujemy”, następnie wszyscy śpiewają hymn Polski. Niektórzy z kibiców, tworząc małe grupki, zostają na widowni pustego już stadionu. W charakterystycznych pozach patrzą w milczeniu przed siebie czy, siedząc, trzymają się za głowy. Relacja ta nie brzmiałaby wiarygodnie, gdyby nie istniejące nagranie transmisji z meczu, którą każdy może obejrzeć na YouTubie.

Kadr z nagranej transmisji przerwanego meczu Lecha Poznań z Pogonią Szczecin w dniu 1 kwietnia 2005 roku.

Medialny spektakl
Zachowania te dość dobrze ilustrują stan emocji, jaki panował w Polsce już od kilku dni, może nawet tygodni. O wyraźnie pogarszającym się zdrowiu Jana Pawła II wiedziano od początku lutego 2005 roku, kiedy papieża poddano zabiegowi tracheotomii. Światowe agencje prasowe spekulowały o jego śmierci jeszcze wcześniej. Dla mediów był to czas, aby przygotować odpowiednie ramówki. Dla wielu ich widzów – czas na przemyślenia o śmierci. Trudno więc tu mówić o zaskoczeniu. Jednak pierwsze dni kwietnia 2005 roku przyniosły doświadczenie wspólnego przeżywania odejścia kogoś ważnego na niespotykaną dotąd skalę.

Wiele pisanych później analiz tych wydarzeń zwraca uwagę na zachowania polskich mediów, czy to posługując się pejoratywnymi określeniami: „medialny spektakl”, „śmierć online” czy też pozytywnymi: „narodowe rekolekcje”, „ostatnia papieska encyklika”. Niezależnie od tych ocen, w obu przypadkach dotykamy problemu medialnej oprawy śmierci papieża. Zaskakiwać może to, że większość ówczesnych dziennikarzy, komentatorów budujących narrację nie była kojarzona z religijnością czy przesadnie ciepłym myśleniem o papieżu Polaku. Są w tej grupie dziennikarze kojarzeni jako strażnicy laickości państwa, czy politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, z którego pochodzi prezydent Aleksander Kwaśniewski i urzędujący wówczas premier Marek Belka.


„W godzinę śmierci Papieża wszyscy padli na kolana. Nawet osoby publiczne, których nie podejrzewalibyśmy o głębsze życie duchowe, zaczęły mówić językiem homilii” – konstatował Zdzisław Pietrasik, dziennikarz tygodnika „Polityka”. Język homilii był obecny zarówno u dziennikarskich gwiazd, jak i u początkujących adeptów tego fachu. „Nie płaczmy, nie dajmy się ponieść emocjom, apelują biskupi. To prawda, papież jest pogodzony z Bogiem. Daje nam wielką lekcję, jak znosić cierpienie i nie bać się śmierci. Jego słowa nie lękajcie się nabierają pięknego znaczenia. Choć mówi się o pożegnaniu, wielką siłą wiary jest to, że nikt nigdy nie żegna się na zawsze”. To komentarz z wydania Teleexpressu w dniu 2 kwietnia, na kilka godzin przed śmiercią Jana Pawła II. Prowadząca Beata Chmielowska-Olech zachęcała widzów: „Jutro punktualnie o 12.00, trzymając się za ręce, stwórzmy łańcuch » z życia do życia«”. Stojąc w świątyniach i w miejscach, gdzie będziemy się znajdować, odmówmy wspólnie modlitwę w intencji Jana Pawła II”. W konkurencyjnej stacji telewizyjnej redaktor Tomasz Lis prowadzący od 1 kwietnia wydania specjalne Wydarzeń TVP Polsat mówił ze ściśniętym z przejęcia gardłem słowa komentarza o Wojtyle: „Człowiek, który był tak wielkim prezentem dla całego świata”.
Lekcja życia i umierania
Dzień wcześniej w warszawskiej katedrze polowej odbyła się msza w intencji Jana Pawła II z udziałem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i premiera Marka Belki. W nabożeństwie uczestniczyli także przedstawiciele MON z ministrem Jerzym Szmajdzińskim oraz żołnierze z garnizonu warszawskiego. Katedra, jak twierdzą komentatorzy, była wypełniona do ostatniego miejsca. Po nabożeństwie prezydent Kwaśniewski wypowiedział się dla Radia ZET: „Wielki człowiek, który nam zostawia wielki testament. Tego, co uczynił Jan Paweł II, ani nie powinni zepsuć nigdzie na świecie, a już na pewno nie powinni tego zepsuć Polacy (…) Powinniśmy wsłuchać się w to wszystko, co on mówił, o czym nas nauczał, do czego przekonywał”. Premier Belka: uzupełniał „Wieści z Watykanu przyjmuję ze smutkiem, bólem i, co najważniejsze, z bezsilnością. Papież jest tym człowiekiem, którego byśmy chcieli najbardziej chronić, najbardziej mu pomóc, ale tutaj nic zrobić nie możemy…”.

Krzyże z zapalonych okien w akademikach AGH w Krakowie w dniu 3 kwietnia 2005 roku na znak żałoby po Janie Pawle II.
Fot. Krasnall/CommonsWiki

„Modlą się przy łóżku Ojca Świętego i za wszystko mu dziękują. Purpuraci odwiedzają cierpiącego papieża, a on daje nam wszystkim najpiękniejszą lekcję życia i umierania”. To słowa Anity Kurosad z serwisu informacyjnego Radia ZET.
Jeszcze większe natężenie „języka homilii” nastąpiło tuż po śmierci papieża. Jeszcze przed ogłoszeniem żałoby narodowej największe serwisy telewizyjne, radiowe czy internetowe rozpoczęły swoje wydania specjalne, gdzie w trybie ciągłym, z niewielkimi przerwami, nadawały audycje o zmarłym. Pojawiła się żałobna kolorystyka, muzyka prawie wyłącznie poważna, animacje z palącym się zniczem, czarną wstążką itp. W głównym wydaniu Wiadomości TVP1 z 3 kwietnia Kamil Durczok mówił: „W dzisiejszym świecie prawie pozbawionym autorytetów papież był wzorem dla wielu. Dziś zyskał miano Jana Pawła Wielkiego. Obdarzony charyzmą umacniał, przewodził, inspirował, namawiał, by trwać przy wartościach, być silnym i lepszym człowiekiem. Dlatego nie dziwi, że już za życia mówiło się o Jego możliwym wyniesieniu na ołtarze”. W tych samych Wiadomościach Szymon Hołownia podchwycił wątek świętości, opowiadając z naciskiem: „Jeżeli jest nam mało, po tym, co widzieliśmy w ciągu tych ostatnich dni, żebyśmy uznali, że to był człowiek święty, to ja nie wiem, co może nas przekonać”.

Prasa papierowa, która ukazała się dopiero w poniedziałek 4 kwietnia, co oczywiste, w większości była wypełniona wzniosłymi, pełnymi zadumy treściami. Adam Michnik napisał w Gazecie Wyborczej: „Jesteśmy dziś smutni; czujemy się osieroceni. Największy autorytet Polaków nigdy już nie zwróci się do nas ze słowami pocieszenia czy pouczenia. Ale zarazem, dziękujemy przecież losowi, że pojawił się w naszym życiu ten niezwykły namiestnik Chrystusa, który uczynił tyle dobra”. Tekst ukazał się w numerze GW z czarno-białą fotografią papieża na pierwszej stronie i wymownym tytułem „Żegnamy naszego Papieża”. W podobnym tonie pisał redaktor naczelny „Polityki” Jerzy Baczyński: „Kończy się epoka Papieża-Polaka: dla wierzących to był cud, jaki nam się przytrafił, nagroda Opatrzności za naszą bolesną historię i wierność; dla niewierzących dowód, że cud jest możliwy” (9 kwietnia 2005 roku).
Wybuch histerii czy spokojne pożegnanie?
Na ile mieliśmy do czynienia z pogłębioną refleksją na temat tej śmierci? Na to pytanie chyba nie ma jednej i prostej odpowiedzi. W zapisanych nagraniach tego wydarzenia jest wiele emocji, nostalgii, łez. Jednak trudno zaobserwować wybuchy rozpaczy. Dla socjologów kreślących teorie o „idolizacji” papieża, jego „ubóstwieniu” przez Polaków za życia był to chyba czas rozczarowań. Śmierć idola powinna wywoływać zbiorową histerię, a tego w Polsce zabrakło. Wielu najbliższych przyjaciół Wojtyły pamiętających go jeszcze z czasów krakowskich z dużą świadomością i wyjątkowym spokojem przyjęło informację o jego terminalnym stanie zdrowia. Znany fotograf papieski Adam Bujak mówił na falach Radia ZET dzień przed śmiercią papieża: „Musimy sobie zdawać sprawę, że Ojciec Święty odchodzi, nie łudźmy się. On odchodzi, czy to będą dni, czy to będą tygodnie, musimy mieć świadomość, że my się z nim żegnamy. (pytanie dziennikarza) Modlił się Pan dzisiaj? (odpowiedź) Oczywiście, cały czas, to jest jedyny jeszcze jakiś ratunek dla Niego, to jest właśnie modlitwa, nie medycyna”.

Profesor Halina Bortnowska, była doktorantka Karola Wojtyły z KUL, w radiu TOK FM przypominała: „Papież uczył, że śmierć nie jest końcem, ale przejściem do świata, który jest lepszy od naszego. Sądzę, że on, w gruncie rzeczy, jest szczęśliwy, że powołanie wypełnił, że wszystko zniósł, co musiał znieść, do końca i że wolno mu już odejść. Mam nadzieję, że już mu kwitną te ogrody”. Stanisław Lem na łamach „Tygodnika Powszechnego” dodawał: „Niektórym wydawało się to dość okrutnym novum – że nie umiera się w samotności, w odosobnieniu, tylko na oczach wszystkich; ale przecież tak właśnie umierał Chrystus”. Socjolog Paweł Śpiewak w tygodniku „Wprost” zapisał o ostatniej drodze papieża: „Niewysłowiona encyklika papieża przekracza wszelkie religijne podziały. Przekracza naiwnie zbudowany rozdział na wierzących i niewierzących. To jest przesłanie najdoskonalej ekumeniczne, bo po prostu ludzkie. (…) On rozumiał, czym jest ludzkie powołanie, mądre życie i mądre cierpienie, i wiedział, że niezależnie od czasu, obfitości i ubóstwa, wojny i pokoju wymaga przede wszystkim odwagi zawierzenia. Tak jak odwagi wymaga wiara, religia i po prostu elementarna rzetelność”.

Kraków, ul. Franciszkańska 3. Dzień śmierci papieża. Fot. Wuhazet/Henryk Żychowski

To głosy osób znanych, ale sporo jest relacji mailowych zdawanych w trakcie niekończących się radiowych programów nadzwyczajnych Polskiego Radia czy rozgłośni komercyjnych. W programie Karoliny Gajewskiej w Radiu ZET anonimowa słuchaczka napisała: „Najpierw dawał świadectwo życia, potem odczarował śmierć. Może już mniej się boimy, może widzimy więcej. Opuścił nas człowiek wielkiego formatu, szanowany przez wszystkich niezależnie od wiary i narodowości”. Inny słuchacz, Jarek z Kanady (Toronto): „Od dwóch dni jestem na trzeciej zmianie w pracy i przez całe 9 godzin słucham was. (…) To wszystko, co usłyszałem o papieżu, wzmocniło mnie i umocniło moją wiarę. Już nie boję się śmierci, ona może być piękna”. W telewizyjnym Teleexpressie emitowanym 2 kwietnia starsza kobieta leżąca w łóżku podhalańskiego szpitala życzyła papieżowi: „Żeby jak najmniej cierpiał w swojej chorobie, bo my wiemy, co to jest cierpienie”.
Kogo tak naprawdę pożegnaliśmy?
Zawsze natrętnie będzie wracać to pytanie, kim dla Polaków był Jan Paweł II. W momencie śmierci było może nazbyt często zadawane. Pogrupowanie wszystkich odpowiedzi nie jest łatwe. Często zresztą będziemy słyszeć sprzeczne opinie. Nie dla wszystkich przecież był postacią pozytywną. W późniejszej akcji koszulkowej „Nie płakałem po papieżu” zobaczyć można było osoby publiczne manifestujące swój nonkonformizm. Jednak trzeba przyznać, że w czasie bezpośrednio po śmierci papieża takie głosy były zupełnie zmarginalizowane. Przytłaczająca część Polaków dość spontanicznie i w niewymuszony sposób manifestowała swoje przywiązanie do Karola Wojtyły.

Spora grupa polityków, publicystów widziała w nim wybitnego Polaka, męża stanu, charyzmatycznego przywódcę, kogoś, kto obalił komunizm i wprowadził naród i Kościół w trzecie tysiąclecie. Wśród ludzi nauki, kapłanów, teologów przeważały opinie, że żegnaliśmy wybitnego papieża reformatora. Mówiono o przełomowym pontyfikacie, o zmianach wizerunku urzędu Piotrowego, o pielgrzymowaniu do świata, nowym spojrzeniu na młodzież, ewangelizację… Kolejna grupa, chyba najliczniejsza, to ci, którzy nazywali papieża ojcem, dziadkiem (u młodszego pokolenia). Można te głosy uznać za nazbyt emocjonalne, mniej świadome, chociaż może przeciwnie, wyrażają najwięcej i najgłębiej – bezpośrednią więź, zaufanie i autorytet. Z ojcem przecież można się spierać, droczyć, uważać, że wiemy lepiej, jednak w momencie jego śmierci przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie.

Wydarzenia i przeżycia z tamtych dni stanowiły dla wielu moment formacyjny w ich życiu i pozostawiły istotny pamięciowy ślad. Warto zadać sobie jednak pytanie, czy i na ile dziś ta pamięć jest żywa i ma moc zmieniania rzeczywistości – tej społecznej, ale i tej w swych najdrobniejszych przejawach – relacjach między nami.

Autor tekstu: Piotr Strasz
Centrum Myśli Jana Pawła II
Event Place
Choose location...