Menu

Biskup prosto z kajaka

„- Eminencjo, ja jestem za młody, mam dopiero 38 lat”. „-To jest taka słabość, z której się szybko leczymy. Proszę się nie sprzeciwiać woli Ojca Świętego”. „-Przyjmuję”. „-No, to pójdziemy na obiad”.

Ks. Karol Wojtyła, Drawa 1955 r., fot. Jerzy Ciesielski
Taka wymiana zdań między ks. Karolem Wojtyłą a kardynałem Stefanem Wyszyńskim odbyła się w Domu Arcybiskupów Warszawskich przy ul. Miodowej w lipcu 1958 roku. Prymas przekazał informację o mianowaniu przyszłego papieża biskupem pomocniczym krakowskim. Na to spotkanie ks. Wojtyła przybył do Warszawy prosto ze spływu kajakowego rzeką Łyną, w którym uczestniczył wraz z grupą zaprzyjaźnionych młodych ludzi.

Młodzież, której duszpasterzem był Wojtyła i z którą jeździł na wyprawy turystyczne (tzw. Środowisko) nazywała go „Wujkiem”. Ten sposób zwracania się do niego nie tylko wyrażał serdeczne relacje, lecz był również pewnego rodzaju konspiracyjnym pseudonimem. W tamtych czasach wolność religijna była ograniczona i władze dążyły do ateizacji, dlatego grupa młodzieży z księdzem mogła wzbudzić zainteresowanie służb bezpieczeństwa, czego chciano uniknąć.

Już przed rozpoczęciem spływu ks. Wojtyła wiedział, że będzie się musiał odłączyć od grupy, by stawić się w stolicy u Prymasa Polski. Zawiadomił o tym Zdzisława Heydla, kierownika wyprawy. 6 lipca razem odbili od grupy – ten moment papież dobrze zapamiętał, gdyż szczegółowo opisuje tę sytuację w książce „Wstańcie, chodźmy”: „Tak więc naprzód ruszyliśmy kajakiem po falach rzeki, a potem ciężarówką, która wiozła wory z mąką, i tak dotarłem do Olsztynka. Pociąg do Warszawy odchodził późno w nocy”.  

Proszę wrócić na konsekrację
W Warszawie kard. Stefan Wyszyński oznajmił mu decyzję Stolicy Apostolskiej o mianowaniu go biskupiej. Urzędowa data nominacji to 4 lipca, czyli rocznica poświęcenie Katedry Wawelskiej, co Wojtyła uznał za nieprzypadkową zbieżność. Do późnych godzin przyszły biskup modlił się w kaplicy sióstr urszulanek szarych przy ul. Wiślanej w Warszawie, po czym pojechał do Krakowa zawiadomić abp. Eugeniusza Baziaka. „Pamiętam jak dziś, że Arcybiskup wziął mnie pod rękę i wyprowadził do poczekalni, gdzie siedzieli księża, i powiedział: <<Habemus papam>>” – wspominał Jan Paweł II. Te żartobliwe słowa okazały się prorocze…

Biskup nominat wyraził chęć powrotu do grupy pływającej po Łynie, na co abp Baziak odparł: „To już chyba nie wypada”. Zmartwiony Wojtyła poszedł odprawić drogą krzyżową do pobliskiego kościoła franciszkanów przy stacjach namalowanych prze Józefa Mehoffera. Potem wrócił i ponowił prośbę. Abp Baziak tym razem odpowiedział: „Bardzo proszę; bardzo proszę. Ale proszę – dorzucił z uśmiechem – wrócić na konsekrację [biskupią]” („Wstańcie, chodźmy”).

Na stacji w Olsztynie 10 lipca na ks. Wojtyłę czekał Zdzisław Heydel. „I co, został Wujek biskupem?" – zapytał. Kiedy kajakowicze dowiedzieli się o nominacji biskupiej mieli wątpliwości, czy mogą nadal nazywać swojego duszpasterza „Wujkiem”. On jednak rozwiał ich obawy. Pozostał dla nich „Wujkiem”, nawet będąc papieżem Janem Pawłem II.

Po otrzymaniu nominacja Wojtyła sądził, że spływ Łyną to jego ostatnia wyprawa kajakowa. Jednakże tak się nie stało i wyprawy były kontynuowane jeszcze przez wiele lat. Dwadzieścia lat później, pod koniec lipca 1978 r. w urlopie na kajakach z udziałem kardynała Karola Wojtyły nad jeziorem Krępsko (Pojezierze Krajeńskie) brali udział dawni studenci – uczestnicy wypraw z lat 50. – wraz ze swoimi dziećmi. Niecałe trzy miesiące później nastąpiło pamiętne konklawe.
"Suche kajaki" w Castel Gandolfo
Jako papież Jan Paweł II nie mógł już kontynuować spływów kajakowych. Dlatego w roku 1980 uczestnicy wypraw przyjechali do niego do Castel Gandolfo na spotkanie, które nazwali „suchymi kajakami”. Takie wydarzenie miało również miejsce w roku 2000. Przybyło na nie do letniej siedziby papieża nie tylko drugie, ale i trzecie pokolenie – wnuki studentów z lat 50. „Przywieźliśmy kajak złożony, który został rozłożony, zostało zamarkowane ognisko i zasiedliśmy przy nim” – wspominał Stanisław Rybicki należący do „Środowiska”. Panie przywiozły swoje przetwory, a papieżowi wręczono wiosło z podpisami uczestników spotkania. Zaczęły się rozmowy i śpiewy, a papieska obstawa nie wiedziała, co się dzieje. Na koniec Jan Paweł II pożegnał się z każdym po kolei i odprowadzały go dzieci – wnuki dawnych studentów. To było ostatnie spotkanie „kajakowe” i zamknięcie pewnej tradycji.
Barbara Stefańska
Tekst ukazał się w tygodniku "Idziemy", 5 lipca 2020