Menu

Współpracowniczki Wojtyły

„Kochać człowieka to znaczy kochać jego powołanie” – pisała Wanda Półtawska o swojej relacji z Karolem Wojtyłą. W Krakowie do najbliższych współpracowników Karola Wojtyły należały właśnie Półtawska i Hanna Chrzanowska – dwie kobiety, których powołanie było dla przyszłego papieża ogromną inspiracją.
Karol Wojtyła (w środku) w rozmowie ze studentami. Z prawej strony Wanda Półtawska.
1953
Prawdopodobnie wtedy ma miejsce pierwsza spowiedź Wandy Półtawskiej u ks. Karola Wojtyły – jest to początek ich znajomości. 
1956-1957
Zacieśnia się współpraca Wandy Półtawskiej i ks. Karola Wojtyły w reakcji na na prawne poszerzenie dostępu do aborcji. Półtawska tworzy dom dla samotnych matek. 
1957
Hanna Chrzanowska zaczyna organizować placówki pielęgniarstwa parafialnego w Krakowie i całej archidiecezji. W tym czasie zapoznaje się z ks. Karolem Wojtyłą, który pomaga jej zdobywać fundusze. 
1960
Bp Karol Wojtyła wydaje książkę "Miłość i odpowiedzialność". Wanda Półtawska wywarła duży wpływ na treść dzieła.  
1964
Bp Karol Wojtyła zostaje został prekonizowany arcybiskupem metropolitą krakowskim. Hanna Chrzanowska i Wanda Półtawska należą do jego najbliższych współpracowniczek w zakresie duszpasterstwa w archidiecezji. 
1965
Na wniosek abp. Karola Wojtyły Chrzanowska zostaje przez papieża Pawła VI odznaczona orderem Pro Ecclesia et Pontifice.
1967
Abp Karol Wojtyła powołuje Instytut Rodziny, który działa w ścisłym związku z Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin i z Wydziałem Teologicznym w Krakowie. Na czele instytutu staje Wanda Półtawska.
luty 1968
Do papieża Pawła VI wysłany zostaje tzw. memoriał krakowski pt. „Uzasadnienie katolickiej nauki tyczącej podstaw moralnych życia małżeńskiego”. Wanda Półtawska uczestniczy w pracach zespołu powołanego przez abp. Karola Wojtyłę w celu przekonania papieża o konieczności zachowania tradycyjnej katolickiej nauki na antykoncepcję. 
1972
Rozpoczyna się Duszpasterski Synod Archidiecezji Krakowskiej mający wprowadzić w archidiecezji postanowienia Soboru Watykańskiego II. Hanna Chrzanowska, jako doskonały znawca dokumentów Soboru, zostaje zaangażowana w jego prace. 
29 kwietnia 1973
Śmierć Hanny Chrzanowskiej. Ceremonii pogrzebowej przewodniczy kard. Karol Wojtyła. 
Wy jesteście fachowcy
„Wchodzimy – nic nie widać przez dym, tylko rzuca się na nas pies. Po chwili dostrzegamy w barłogu stwora z włosami na jeża, z twarzą dosłownie czarną od brudu. Cała w strupach. Jedyne ogrzewanie zimą – to pies na barłogu. Pielęgniarka znalazła ją przypadkiem”.
Hanna Chrzanowska, krakowska pielęgniarka i działaczka społeczna, dziś błogosławiona Kościoła katolickiego, przygotowała kilka podobnych szokujących historii ze swojego notatnika. Szła na spotkanie z księdzem Ferdynandem Machayem, proboszczem w parafii mariackiej, żeby przekonać go do swojej wizji opieki nad chorymi – pielęgniarstwa domowego. Państwo nie chciało dać jej wsparcia, postanowiła więc próbować z Kościołem. Jej wizja była jednak nowatorska. Chrzanowska zdążyła się już przekonać, że i w Kościele może napotkać opór.
Spotkanie zorganizował ks. Karol Wojtyła, który sam chodził do chorych jako kapłan. Wiedział, że w krakowskich domach kryje się wiele osób pilnie potrzebujących profesjonalnej opieki. Chętnie więc wsparł nieznaną mu wcześniej pielęgniarkę. Zaprowadził ją na plebanię do ks. Machaya. Szokujące historie okazały się niepotrzebne – Chrzanowska dostała od proboszcza na swoją działalność 1000 zł miesięcznie i deklarację, którą odebrała jako wyraz zaufania: „nie chcę mieć z tym kłopotów. Wy jesteście fachowcy, nie ja”.

Hanna Chrzanowska w młodości
Sprawy jednakowo drogie
„Biedne, pokręcone stworzenie – egocentryczna histeryczka, która nie mogąc utrzymać męża (który ją zdradza), podświadomie ucieka w chorobę. (…) Słuchałam, słuchałam, cierpliwie trzymając ją za rękę – jakaż biedna. Nie tą biedą, która na człowieka spada, i jakoś go nawet podnosi, ale tą, która człowieka niszczy od środka (…)” – zapisała Wanda Półtawska w dzienniku, wydanym później w tomie „Beskidzkie rekolekcje”.
Ratowanie złamanych ludzi uczyniła celem swojego życia. Jej samej nie złamał nawet pobyt w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück, gdzie poddawana była przez Niemców okrutnym eksperymentom medycznym. Po wojnie starała się pomóc odkryć własne człowieczeństwo ludziom, którzy przez pobyt w obozach koncentracyjnych zaczęli wątpić w człowieczeństwo w ogóle. Szczególnie mocno zaangażowała się w pomaganie ludziom w dojrzałym przeżywaniu własnej seksualności – w poradnictwo małżeńskie i w walkę z aborcją. Zdobyła na tym polu naukową wiedzę i ogromne lekarskie doświadczenie, które Wojtyła potrafił wykorzystać.
Spotkanie Karola Wojtyły z Chrzanowską odbyło się w 1957 r. „Wspólna praca dla tej samej idei” połączyła go z Wandą Półtawską jeszcze wcześniej. Poznali się w konfesjonale, ks. Karol został przewodnikiem duchowym Półtawskiej, wówczas adiunkta w Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Krakowie. Jednak ta duchowa relacja szybko przerodziła się w bardzo konkretną współpracę. Wojtyła zaangażował się w inicjatywy Półtawskiej – dom dla samotnych matek potrzebujących pomocy po narodzeniu dziecka oraz w poradnię małżeńską, w której głosił rekolekcje dla rozpadających się małżeństw.

To Twoje powołanie!
Gdy Wojtyła został arcybiskupem, od razu powierzył Półtawskiej funkcję głównego doradcy w duszpasterstwie rodzinnym. Półtawska rzuciła się w wir pracy: „Wymyka mi się to z rąk, za dużo ludzkich spraw!”, „Muszę sprawdzać, poganiać i dopilnowywać. Jestem tak bardzo aktywna, jak nie byłam nigdy, pracuję bez przerwy”.
Była ekspertem Wojtyły w sprawie etyki seksualnej, wspierając go od strony naukowej. W 1960 r. wydał on książkę „Miłość i odpowiedzialność” opartą na wykładach z filozofii, jakie wygłosił na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. To studium etyczne miłości i małżeństwa zawiera wiele naukowych fragmentów z dziedziny seksuologii, uderza w nim też uwzględnienie kobiecej perspektywy. Półtawska mogła bardzo pomóc Wojtyle w stworzeniu tego dzieła, na tamte czasy – rewolucyjnego. Ponadto razem z Półtawską Wojtyła podejmował inne działania. Włączył ją do zespołu przygotowującego memorandum dla papieża Pawła VI w sprawie antykoncepcji. Na jego prośbę przygotowała program poradnictwa dla małżeństw w archidiecezji krakowskiej, prowadziła też szkolenia dla wolontariuszy w poradniach. Założył z nią Instytut Rodziny, akademicką filię badawczą zajmującą się duszpasterstwem rodzinnym. Wanda Półtawska wygłaszała referaty na seminariach i konferencjach, prowadziła wspólne wykłady dla studentów teologii i medycyny, tworzyła materiały dla młodzieży o trudnościach okresu dojrzewania, napisała kilka podręczników. Gdy Wojtyła został wybrany na papieża, w archidiecezji istniały już 82 poradnie rodzinne.
Nie zrezygnowała też z pracy lekarskiej. Dalej przyjmowała pacjentów w przychodni psychiatrycznej i w poradni. Czuła, że ma zadanie do wykonania: „w tym znerwicowanym świecie XX wieku ukazać Bożą oś integracji. Chyba nie mogę przestać być psychiatrą?” – zapisała w rozmyślaniach, które wysyłała swojemu duchowemu przewodnikowi. Wojtyła dopisał na marginesie: „!! To Twoje powołanie”.

Jest nam Pani bardzo potrzebna
„Byłaś dla mnie ogromną pomocą i oparciem. (…) dziękujemy Bogu, że byłaś wśród nas (…), z tym wewnętrznym spokojem, a zarazem z tym wewnętrznym żarem” – żegnał Hannę Chrzanowską kardynał Karol Wojtyła podczas jej pogrzebu w 1973 r. Półtawska była niemal rówieśnicą papieża, kochali się jak brat z siostrą. Chrzanowska była od Wojtyły o 18 lat starsza, mogła być dla niego – jak dla swoich współpracownic – „Cioteczką”. Wiele się od niej nauczył. Prowadziła go w miejsca odpychające, do zaniedbanych domów samotnych, umierających ludzi. W Wielki Post 1960 r. odwiedzili razem kilkudziesięciu chorych, Chrzanowska organizowała również przyjazd chorych do parafii podczas biskupich wizytacji. Wojtyła miał na cierpiących niezwykłą wrażliwość, mimo to od tej pielęgniarki uczył się lepszego rozpoznawania ich potrzeb.
Jeszcze więcej zawdzięczała jej krakowska archidiecezja – Chrzanowska była tu nauczycielką praktycznego wymiaru miłosierdzia. „Błagam o jedno – mówiła do księży, dyrektorów duszpasterstwa dobroczynności – niech nam księża nie mówią, że pełnimy, co za strasznie niewłaściwe wyrażenie, »najniższe posługi« (…) czy może być mowa o hierarchii posługi w służbie nieszczęśliwemu człowiekowi?”. Pomagała Wojtyle we włączaniu kleryków w pielęgniarstwo parafialne, przekonana, że chwile opieki nad chorymi mogą być cenniejsze niż tydzień zajęć w seminarium. Przekonała setki młodych ludzi do wolontariatu na rzecz chorych w parafii. Pokazywała w ten sposób rolę, jaką mają w Kościele do spełnienia świeccy, dlatego Wojtyła zaangażował ją m.in. w prace Komisji ds. Apostolstwa Świeckich czy Synodu Duszpasterskiego Archidiecezji Krakowskiej.
Apostolstwo za pieniądze
Hanna Chrzanowska włożyła wielki wysiłek w organizację wolontariatu, ale prawdziwym fundamentem jej koncepcji była praca zawodowa. „Opiekunka parafialna, czyli pielęgniarka, jest pracownicą zaangażowaną i opłacaną przez księdza proboszcza” – to krótkie zdanie, będące podstawą idei pielęgniarstwa parafialnego, wzbudzało wiele kontrowersji. W Kościele opiekę nad chorymi rozumiano jako pomoc duchową, a więc przede wszystkim pomoc w przystąpieniu do sakramentów, a także obecność przy chorym. Siłą rzeczy skupiano się na wierzących, którzy chcieli przystępować do sakramentów, a także na osobach najbiedniejszych. Koncepcja Hanny Chrzanowskiej była bardzo nowatorska: należy iść do wszystkich – niezależnie od wiary i statusu materialnego – którzy potrzebują pomocy w chorobie i starości. Opieka powinna być na jak najwyższym poziomie, a to wymagało pracy osób świeckich w pełnym wymiarze godzin – a więc pracy opłacanej. Oczywiście nie przez chorych, a przez proboszcza. W Kościele krakowskim podniosły się głosy, że grozi to laicyzacją posługi. Obawy były niesłuszne – Hanna Chrzanowska miała przede wszystkim na celu zbawienie swoich podopiecznych, ale apostolstwo w jej przekonaniu powinno polegać przede wszystkim na świadectwie cierpliwej opieki.
Czy ja się nadaję?
„Przyszła do mnie młodziutka dziewczyna, 18 lat, żyje z człowiekiem starszym od niej o 15 lat. Dziś upił się i skopał ją, przyszła pokrwawiona, buzia obrzękła, warga rozcięta, włosy posklejane (…). Nie mówiłam nic, głaskałam ostrzyżoną krótko głowinę i modliłam się do jej patronki. Dziwna była ta wizyta lekarska” – zapisała w dzienniku Wanda Półtawska. Nawet jeśli wielu zapamiętało ją jako arogancką, ostrą kobietę, to czuła troska o innych była głównym motorem jej pracy. Jeszcze bardziej podstawowym fundamentem jej zaangażowania było przekonanie, że pełni wolę Bożą: „Myślę z wdzięcznością o Bogu, że mnie czyni potrzebną!” – pisała.
Podobnie Hanna Chrzanowska: „u źródła mojej obecnej (…) pracy leży wielkie cierpienie” – pisała do Wojtyły. Był w jej życiu człowiek, którego kochała i który ją kochał. Mogła do niego wyjechać, ale wyrzekła się tego. „Chcę wyjaśnić: nie wyrzekłam się dla tej pracy (…), ani dla innej, tylko dla samego Boga. (Ta praca – najbardziej ukochana ze wszystkich innych – może jest nagrodą. Nie wiem)”.
Nieprzeparte pragnienie pomocy drugiemu i przekonanie o byciu powołanym do tej pracy przez Boga powodowały, że obie te współpracowniczki Wojtyły gotowe były dokonywać niemal cudów, by uczynić swoją pracę jak najbardziej skuteczną i porwać do niej jak najwięcej ludzi. W przekonaniu Półtawskiej kompetencje są drugorzędne, bo człowiek „porwany” do służby drugiemu jest gotowy wielu rzeczy się nauczyć. Denerwowali ją ludzie, mówiący „nie nadaje się”. „Co to znaczy, dlaczego masz nie potrafić?”. Według Półtawskiej dla każdego można znaleźć takie miejsce, gdzie będzie pożyteczny i gdzie można wydobyć z niego maksimum możliwości. Trzeba go tylko „porwać”, a to jest możliwe tylko wtedy, kiedy pokaże się odpowiednie wartości.

Etos
„Moja praca to nie tylko zawód, ale powołanie. Powołanie to zrozumiem, jeśli przeniknę i przyswoję sobie słowa Chrystusa: nie przyszedłem, aby Mi służono, ale abym służył” – tak zaczyna się „Rachunek sumienia pielęgniarki” przygotowany przez Hannę Chrzanowską. Wartości proponowane przez nią i przez Półtawską nie były łatwe. Może dlatego udało im się przyciągnąć do współpracy tak wiele osób.
„Czy nie przemęczałam się, niepotrzebnie brawurując?”, „Czy nie zaniedbuję obowiązków rodzinnych dla pracy zawodowej?” – ciągną się dalej pytania rachunku sumienia. Obie kobiety pracowały ponad ludzkie siły, obie doceniały wartość odpoczynku, zwłaszcza w górach, po których chętnie wędrowały. Chrzanowska nie miała dzieci, za to Półtawska miała ich czworo. Jej zapiski pokazują ogromny strach, że zaniedbuje je przez obowiązki zawodowe.
„Czy byłam sumienna w sprawozdaniach?” – Chrzanowska do końca życia walczyła o ład w pracy, wiedziała jednak, że właściwe prowadzenie dokumentacji jest równie ważne, jak troskliwa opieka nad chorym. „Czy nie traktuje chorych jak numeru, przypadki chorobowe, zapominając o osobowości każdego z nich?” – w zapiskach obu kobiet, nawet najbardziej lakonicznych, widać przejęcie się losem każdego pacjenta.
„Czy nie pracuję dla efektu, dla pochwały?”, „czy nie zniechęcam się w tej pracy?”, „czy sama staram się dokształcać?”, „czy mimo niskich poborów pracowałam bez zarzutu?”, „czy nie obrażałam się, nie byłam drażliwa, małostkowa?”.
Hanna Chrzanowska i Wanda Półtawska postawiły sobie poprzeczkę bardzo wysoko, świadome niezwykłej godności pracy. Widziały, że gdy jest dobrze wykonywana, jej efekty przewyższają oczekiwania, i to nie tylko na zewnątrz – wśród ich podopiecznych, pacjentów czy studentów. Także im samym praca przydawała godności, którą tak bardzo docenił Karol Wojtyła. Nie tylko dlatego, że pracowały akurat w dziedzinie, w której potrzebował współpracowników. Według Wojtyły każda praca – o ile jest we właściwym duchu wykonywana – jest godna szacunku. „Praca jest dobrem człowieka – pisał już jako papież – (…) przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej »staje się człowiekiem«”.

Ignacy Masny, Centrum Myśli Jana Pawła II
Event Place
Choose location...