Menu

Zamach na Jana Pawła II. Co się stało 13 maja 1981?

13 maja 1981 roku, środa. W Watykanie nie spodziewano się po tym dniu niczego wyjątkowego. Pozostać po nim miało jedynie przemówienie Jana Pawła II na audiencji generalnej. Przemówienia jednak nie było. Dzień ten przeszedł do historii z powodu zamachu, który wstrząsnął światem i który pozostaje jedną z największych zagadek XX wieku.
Browning HP CAL kaliber 9 mm – pistolet, z którego Ağca strzelał do papieża.
8.00
Mehmet Ali Ağca opuszcza pensjonat Isa w Rzymie, w którym spędził ostatnie noce. Do popołudnia kręci się po mieście, nigdy nie udało się z całą pewnością stwierdzić, co wtedy robił. 
13.00-15.00
Według niektórych zeznań, później odwołanych, Ağca je wtedy śniadanie ze wspólnikami zbrodni: Oralem Celikiem, Teodorem Ajwazowem i Siergiejem Antonowem. Następnie udaje się z nimi po broń i jedzie w okolice placu św. Piotra. O tej porze Jan Paweł II je obiad z Jérômem Lejeunem, wybitnym genetykiem, oraz z Albertem Michelinim – politykiem i dziennikarzem. Dyskutują o prawie aborcyjnym we Włoszech i nadchodzącym referendum w tej sprawie.
16.40
Ağca na placu św. Piotra, szuka właściwego miejsca do oddania strzałów.  
17.00
Rozpoczyna się audiencja generalna. Jan Paweł II wjeżdża na plac św. Piotra, okrąża go raz i rozpoczyna drugie okrążenie. 
Około 17.20
Ağca strzela do papieża. Według różnych relacji była godzina 17.17, 17.19 lub jeszcze trochę późniejsza. Samochód z papieżem wyjeżdża z placu przed watykańskie biuro Dyrekcji Służb Medycznych. Tam zostaje zabrany do karetki i około 17.30 rusza do polikliniki Gemelli.W tym czasie zamachowiec zostaje ujęty przez policję przy pomocy siostry Letizii Giudici i zawieziony na komisariat. 
17.50-23.35
Twa operacja Jana Pawła II. Trzeba było oczyścić jamę brzuszną, wyciąć 55 centymetrów jelit, zaszyć w kilku miejscach okrężnicę, konieczna była również transfuzja krwi. Operację prowadził profesor Francesco Crucitti, kończył ją profesor Giancarlo Castiglioni. Przebiegła pomyślnie.  W tym czasie tłumy na placu św. Piotra modliły się w oczekiwaniu na informacje. Trwały też pierwsze przesłuchania sprawcy. 
Zwyczajna środa
Tego dnia Jan Paweł II zjadł obiad z Jérômem Lejeunem, wybitnym genetykiem, oraz z Albertem Michelinim – politykiem i dziennikarzem. Włochy żyły wówczas referendum w sprawie prawa aborcyjnego, które miało odbyć się w niedzielę. Od 1978 r. aborcja była tam szeroko dostępna, w referendum Włosi mieli zadecydować, czy godzą się na to, czy oczekują od państwa większej ochrony życia. Na wieczór partia komunistyczna zapowiadała manifestację zwolenników aborcji. Papież i jego towarzysze debatowali o możliwych scenariuszach wydarzeń i szansach na zmianę.

O 17, jak co środę, papież rozpoczął audiencję od przejazdu po placu św. Piotra. Wyjechał białym Fiatem Campagnola boczną bramą po lewej stronie placu, obok posterunku Gwardii Szwajcarskiej. Jechał odkrytym samochodem przez korytarz odgrodzony barierkami, wchodząc jednak w bezpośredni kontakt z pielgrzymami. Po przejechaniu dwóch okrążeń wokół placu ojciec święty siadał zawsze na papieskim tronie i wygłaszał konferencję.

W piątek, 15 maja, miała zostać ogłoszona encyklika „Laborem exercens”, poświęcona ludzkiej pracy. Encyklika przestawia katolicką naukę społeczną, sprzeciwiając się zarówno socjalistycznym, jak i liberalnym poglądom na ten temat. Planowana data ogłoszenia dokumentu była nieprzypadkowa – 15 maja mijało 90 lat od wydania najważniejszej encykliki społecznej Kościoła katolickiego – „Rerum novarum” Leona XIII. Właśnie jej Jan Paweł II chciał poświęcić środową audiencję. „Kościół (…) potępia wszystko, co uwłacza człowiekowi w jego godności »obrazu Bożego« i w jego podstawowych, powszechnych, nienaruszalnych i niezbywalnych prawach, wszystko, co przeszkadza we wzroście według Bożego zamysłu” – rozbrzmiałoby na placu św. Piotra ok. 17.30, gdyby wszystko potoczyło się tak, jak zwykle.

Spośród ponad 20 tysięcy pielgrzymów zebranych wówczas przed Bazyliką w historii zapisały się trzy kobiety i jedna mała dziewczynka. Po prawej stronie dziedzińca na papieża czekały dwie Amerykanki: 21-letnia Rose Hall i 58-letnia Anne Odre. Stały blisko siebie, obie weszły na krzesełka, żeby zrobić papieżowi zdjęcie. Nieopodal stała siostra Letizia Giuduci, franciszkanka. Dzień był gorący i słoneczny, s. Letizia wpadła w letarg, z którego obudził ją dopiero dźwięk dzwonów. Pierwszy raz uczestniczyła w audiencji i była rozczarowana – w telewizji wszystko widać było lepiej. Jakiś mężczyzna zasłonił jej widok. Papież podniósł na rękach małą dziewczynkę, Sarę Bartoli, która w ten sposób nieświadomie opóźniła zamach. Kilkadziesiąt sekund później s. Letizia usłyszała wystrzały i zaczęła krzyczeć: „Niech żyje papież!”. Dopiero po chwili zorientowała się, że to nie były sztuczne ognie, a mężczyzna, który przed nią stanął, miał w ręku nie – jak wszyscy – aparat, ale pistolet.
12 godzin Ağcy
Strzelał Mehmet Ali Ağca, 23-letni zawodowy zabójca z Turcji, uciekinier z więzienia, w którym został osadzony za morderstwo tureckiego dziennikarza, szkolony na Bliskim Wschodzie, powiązany z mafią, organizacją terrorystyczną Szare Wilki, a prawdopodobnie także z tureckim wywiadem. Nazywany człowiekiem stu prawd, ponieważ wielokrotnie zmieniał wersje wydarzeń związanych z zamachem na Jana Pawła II. 12 godzin jego życia między świtem a godziną 17 w środę 13 maja 1981 r. kryje być może klucz do tajemnicy – kto zlecił Ağcy zabicie papieża.

Niedoszły zabójca Jana Pawła II mieszkał w pensjonacie Isa przy Via Cicerone 35, kwadrans piechotą od placu św. Piotra. Jak wspomina, źle spał tamtej nocy, leżał w łóżku do 5. Po porannej gimnastyce, szybkim prysznicu i modlitwie wyszedł z pokoju ok. 8 i już do niego nie wrócił. Zostawił tam paszport turecki, legitymację Uniwersytetu dla Obcokrajowców w Perugii oraz zezwolenie na pobyt we Włoszech – wszystko na nazwisko Faruka Ozguna. Według pierwszych zeznań Ağcy i jego współczesnych wspomnień czas do zamachu wypełnił mu samotny spacer po mieście – Koloseum, Campo de’ Fiori, plac Wenecki – oraz wizyty w barach. Według jego drugiej wersji – przedstawionej w licznych i wyczerpujących zeznaniach w czasie śledztwa w 1982 r. – spędził ten czas ze wspólnikami zbrodni.

Śniadanie z Bułgarami
Według zeznań, które Ağca zaczął składać 28 października 1982 r., w przeprowadzeniu zamachu pomagali mu Turek – Oral Celik, którego znał jeszcze przed pobytem w tureckim więzieniu, oraz dwaj Bułgarzy – Teodor Ajwazow, kasjer ambasady bułgarskiej w Rzymie, oraz Siergiej Antonow, pracownik linii lotniczych Balkan i tajny współpracownik cywilnego wywiadu bułgarskiego. Bułgarów Ağca znał tylko pod pseudonimami.

Zeznania zamachowca zmieniały się wraz z upływem dni. Najpełniejszą wersję wydarzeń przedstawił pod koniec grudnia 1982 r. Zgodnie z nią wszyscy czterej mężczyźni spotkali się o 13 na placu Republiki i poszli razem na śniadanie. Następnie udali się na Via Nomentana, gdzie Antonow na 15 minut zostawił resztę i wrócił z dwiema walizkami, w których znajdowały się pistolety oraz dwie bomby hukowe. Około 15 dojechali na Via della Conciliazione prowadzącą do placu św. Piotra. Po wypiciu kawy Ajwazow odszedł. Antonow został w samochodzie, a Ağca i Celik udali się w stronę Watykanu.

Plan był prosty: po zabiciu papieża przez Ağcę Celik miał zdetonować bomby hukowe. Panika wywołana wybuchami miała pozwolić uciec obu wspólnikom do samochodu. Antonow czekał na nich w umówionym miejscu i miał zawieść ich do podstawionej gdzieś ciężarówki załadowanej towarami i gotowej do wyjazdu z Włoch.
Ağca odwołał te zeznania w czasie procesu, a sądowi nie udało się udowodnić ich prawdziwości. Jednak alibi podane przez Antonowa i Ajwazowa na ten dzień sąd uznał za niewiarygodne. Wśród historyków toczy się spór, czy zeznania wskazujące na trop bułgarski były szczere, czy też była to jedna z wielu prób wprowadzenia wymiaru sprawiedliwości w błąd. Wielu historyków przypuszcza, że wśród odwiedzających zamachowca w więzieniu osób byli przedstawiciele USA i Bułgarii, którzy wpłynęli na treść jego zeznań.

Zamach
Ağca – sam lub z Celikiem – udał się na plac św. Piotra udając turystę. Do Watykanu wszedł wraz z tłumem. Ok. 16.40 spytał po angielsku ojca benedyktyna, Martina Sicilianiego, z której strony nadjedzie papież. „Od Bramy Spiżowej” – usłyszał. Zajął miejsce na wysokości prawej kolumnady. Jan Paweł II okrążał plac dwa razy. Zamachowiec dopiero przy drugim okrążeniu wybrał dokładnie miejsce i moment. Mierzył w głowę, ale widząc dziewczynkę na rękach papieża, opóźnił strzał. Była 17.17 lub 17.19, może jeszcze parę minut później. Strzelił z Browninga kal. 9 mm, z odległości kilku metrów. Papieża widział od pasa w górę. Celował w klatkę piersiową.


Włoskie służby po zdarzeniu odnalazły jedną łuskę i jeden pocisk i na tej podstawie usiłowali ustalić trajektorie lotu kul. Miały być dwie – jedna miała przebić na wylot ciało Jana Pawła II i trafić Anne Odre, druga zahaczyć o palec i łokieć papieża i ranić w łokieć Rose Hall. Już wtedy wielu biegłych miało wątpliwości, czy taki lot kul był możliwy, i czy jeden ze strzałów raniących kobiety nie został wymierzony z przeciwnej strony. Wątpliwości wzrosły, gdy okazało się, że kula, która przeszyła ojca świętego, upadła na podłogę samochodu. Wielu świadków wspomina tylko dwa wystrzały, wielu jednak usłyszało trzy, a nawet cztery. Czy to Ağca wystrzelił trzy razy? A może strzelał ktoś jeszcze? Jeśli to był Celik, to czemu nie zdetonował bomb hukowych po zdarzeniu? I czemu nie ma żadnych zeznań o drugim sprawcy? Na te pytania jak dotąd nikt nie dał satysfakcjonującej odpowiedzi.
Zepsuta karetka
Gdy ranny Jan Paweł II osunął się w ramiona swojego sekretarza, ks. Stanisława Dziwisza, ochraniający papieża członek Gwardii Szwajcarskiej, Alois Estermann, zasłonił go własnym ciałem przed ewentualnymi kolejnymi strzałami. Papież był przytomny, odpowiedział na pytania Dziwisza, modlił się. Zapadały błyskawiczne decyzje, Jan Paweł II tracił krew i każda minuta była na wagę złota. Na placu św. Piotra podczas audiencji dyżurowało siedmiu lekarzy, sanitariusze i pielęgniarki oraz dwie karetki z personelem. Lekarze nie dostali się do samochodu. Angelo Gugel, papieski kamerdyner, zaczął rozganiać ludzi. Auto ruszyło w stronę Bramy Dzwonów. Papamobile sunął wzdłuż Via delle Fondamenta, okrążając Bazylikę, tunelem na watykański dziedziniec Belvedere. Jana Pawła II ułożono przed watykańskim biurem Dyrekcji Służb Medycznych. Według relacji Arturo Mariego, fotografa papieża, Dziwisz widząc upływ krwi, ucisnął ranę, czym być może uratował przyjacielowi życie. Pielęgniarz Leonardo Porzia opatrzył ranę. Osobisty lekarz papieża, Renato Buzzonetti, który dyżurował w biurze, sprawdził, czy jest czucie w nogach, zginając je. Na posadzkę wyciekło bardzo dużo krwi.

Wspólną decyzją Dziwisza i Buzzonettiego wybrano oddaloną o ponad 6 kilometrów poliklinikę Gemelli, gdzie czekał na niego apartament. Jan Paweł II ustalił wcześniej, że w razie choroby chce się tam leczyć. Znacznie bliżej był szpital Świętego Ducha. Trafiły tam Anne Odre z ranioną piersią, trzustką i śledzioną oraz Rose Hall z poważnym urazem łokcia. Wspominały później pielęgniarki i lekarzy strząsających pył z papierosów na podłogę, personel grający w karty, koty na korytarzu i zardzewiałe igły. Rose Hall została zoperowana z powodzeniem przez jednego z lepszych specjalistów w kraju, ale Anne Odre uciekła z Włoch, żeby lekarze w USA poprawili operacje przeprowadzone w Rzymie. Poliklinika Gemelli była więc dobrym wyborem.

Karetka, która miała zawieźć ojca świętego do szpitala, okazała się zepsuta. Przyjechała kolejna – później okazało się, że nie działał w niej sygnał dźwiękowy. Około 17.30 ruszyła; w eskorcie policji i żandarmerii watykańskiej w rekordowym tempie przejechała przez zakorkowane ulice Rzymu na klaksonie. W karetce było osiem osób: pielęgniarz podawał tlen i kroplówkę, ktoś przytrzymywał lekko uniesione nogi, Buzzonetti sprawdzał puls. Jechali jeszcze kamerdyner Gugel, chirurg, profesor Enrico Fedele i oczywiście Dziwisz, przy samym papieżu, słyszący jego modlitwy „Jezu, Maryjo, Matko moja” i słowa przebaczenia wobec sprawcy. W tym czasie drugi sekretarz papieski, ks. John Magee, uprzedził zespół ratunkowy o przyjeździe papieża i zorganizował krew zdeponowaną specjalnie dla Jana Pawła II w Szpitalu im. Dzieciątka Jezus w Rzymie.

Jan Paweł II stracił przytomność przed samym szpitalem. Został przewieziony windą na dziesiąte piętro, gdzie był jego apartament, ale po krótkim badaniu i interwencji Dziwisza, zabrano go na salę operacyjną. Liczyła się każda sekunda, żandarmi wyważyli drzwi zagradzające im drogę. Przed rozpoczęciem operacji Dziwisz udzielił przyjacielowi sakramentu namaszczenia chorych. O 17.50 zamknęły się drzwi sali operacyjnej. Profesor Francesco Crucitti wpadł na salę w biegu, asystenci ubierali go podczas mycia rąk. Przejechał cztery kilometry w błyskawicznym tempie dzięki pomocy trzeźwo myślącego policjanta.  Na sali było trzydzieści osób, większość tylko przeszkadzała. Profesor Crucitti miał trudne zadanie. Żeby zredukować skutki rany wylotowej kości krzyżowej i ściany brzusznej z silnym wylewem krwi do jamy otrzewnej, trzeba było oczyścić jamę brzuszną, wyciąć 55 centymetrów jelit, zaszyć w kilku miejscach okrężnicę, konieczna była również transfuzja krwi.

Jan Paweł II utracił jej ponad 3 litry, czyli ok. 60 procent. Krew przygotowana wcześniej dla papieża według różnych relacji albo się nie przyjęła, albo okazała się tylko osoczem. Papież miał bardzo rzadką grupę, znalazła się jednak pielęgniarka-zakonnica oraz asystent lekarza, którzy mieli tę samą i zdecydowali się oddać krew. Operacja trwała pięć i pół godziny, kończył ją profesor Giancarlo Castiglioni, ordynator kliniki chirurgicznej, który dotarł do szpitala z Mediolanu specjalnie w tym celu.
Oczekiwanie
Do polikliniki zjeżdżało się coraz więcej osób, m.in. czołowi politycy Włoch, prezydent, przywódcy socjalistów i chadecji. Pojawił się też kamerling, kardynał Paolo Bertoli, odpowiedzialny za ogłoszenie światu informacji o śmierci papieża.
Na placu św. Piotra wierni do późnego wieczora czekali w napięciu na informacje. Niedługo po zamachu czterech kapłanów z watykańskiego Sekretariatu Stanu zaczęło informować pielgrzymów w różnych językach o tym, co się stało. Obecny tam polski jezuita, ks. Kazimierz Przydatek, podbiegł i chwycił za mikrofon, by powiedzieć o zamachu po polsku. Od pielgrzymów z Wielkopolski wziął obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z napisem „SOS” wykonany ze słomy. Ustawił go na tronie papieskim.

Do godziny 22 trwała modlitwa różańcowa. O 18 na plac dotarła informacja, że papież żyje, o 18.47 wydano pierwszy komunikat dla prasy. Zabieg dobiegł końca o 23.35, ale już 20 minut wcześniej rzecznik prasowy szpitala przekazał informację o pomyślnym przebiegu operacji. Około godziny drugiej papieża przewieziono do sali reanimacyjnej. Kiedy odzyskał przytomność, w pierwszych słowach zapytał Dziwisza, czy odmówili już wieczorną modlitwę. Myślał, że wciąż jest środa, dochodził do siebie.

Zacięty pistolet
Kiedy ranny papież wyjeżdżał z placu św. Piotra, Ali Ağca również usiłował się z niego wydostać. Wiedział, że ma trudne zadanie. Zaciął mu się pistolet, dlatego oddał w kierunku papieża tak mało strzałów. Nie mógł się bronić przed tłumem i policją – ale o tym wiedział tylko on. Siostra Letizia nie miała pojęcia, że broń jest już niegroźna, mimo to pobiegła za terrorystą. Wedle treści wyroku na Ağcę z lipca 1981 r. siostra ujęła go, ale udało mu się uciec, potem jeszcze chwycił go za rękę inny mężczyzna, lecz zamachowiec ponownie się wymknął. Na widok uzbrojonego karabiniera skręcił i wyrzucił broń przy punkcie Poczty Watykańskiej. Dopiero wtedy unieruchomił go starszy kapral policji Augusto Ceccarelli wraz z innymi funkcjonariuszami. Jednak z pierwotnych zeznań Ali Ağcy oraz ze wspomnień jego i siostry Letizii wynika, że to właśnie siostra go unieruchomiła i to ona przekazała go w ręce Ceccarellego. Według jej wspomnień pochwycony terrorysta był okładany pięściami przez pielgrzymów na placu św. Piotra. Ağca wspomina, że był bity również przez policjantów.

Policjanci zabrali go do furgonetki i zawieźli na komisariat. Stamtąd przewieziony został do centrali DIGOS (Wydziału Śledczego i Operacji Specjalnych) w Kwirynale. Przy Ağcy znaleziono list: „Jestem zmuszony zabić Papieża, żeby zaprotestować przeciwko milczeniu wobec zbrodni świata i śmierci tysięcy niewonnych ludzi zabijanych przez imperialistycznych morderców z Ameryki i Związku Radzieckiego w wielu krajach świata, od Afganistanu po Salwador, lub przez totalitarne państwa morderców, które im służą. Nie ma w tym żadnego mojego pragnienia lub celu osobistego. Po prostu w ten sposób akceptuję zadanie poinformowania światowej opinii publicznej o pewnych pragnieniach, które nie mogą przyciągnąć uwagi organów prasy zachodniej, a które stanowią podstawowe żądania tysięcy ludzi (…)”. Dalej autor wymienił postulaty do ONZ i światowej społeczności dotyczące rozwiązania problemów głodu, praw człowieka i zagrożenia nuklearnego. Według niektórych relacji miał też przy sobie świstek z numerami do bułgarskich urzędów i mieszkań w Rzymie. Późnym wieczorem prokurator rozpoczął pierwsze przesłuchanie. Ağca złożył dość obszerne zeznania o swojej przeszłości w Turcji, pobycie w Bułgarii i na Bliskim Wschodzie.

Jeśli Ağca miał wspólników, zniknęli z placu św. Piotra i okolic bez zwrócenia na siebie uwagi. W późniejszych latach świat obiegały zdjęcia rzekomo przedstawiające Antonowa na placu św. Piotra lub uciekającego Celika, ale ich tożsamość nie została nigdy potwierdzona. Za to udało się ustalić jeden zastanawiający fakt: w dniu zamachu o 19 wieczorem spod ambasady bułgarskiej odjechał TIR. Korzystanie przez ambasadę z TIR-ów było bardzo rzadkie. Dodatkowo odprawa eksportowa tego samochodu miała miejsce w siedzibie ambasady 12 i 13 maja na długo przed odjazdem – był to jedyny przypadek tego typu odprawy w tym roku, zwykle ma ona miejsce w Urzędzie Celnym. Czy była to ciężarówka, która według zeznań Ağcy miała wywieść go bezpiecznie z kraju? Dla zwolenników tezy o istnieniu bułgarskich zleceniodawców zamachu jest to mocny argument.

Wiele przemawia za tzw. „bułgarskim śladem”, ma on jednak licznych przeciwników. Należał do nich sam Jan Paweł II, który zadeklarował, że nigdy nie wierzył w prawdziwość tych zeznań. Niektórzy podejrzewają, że bułgarscy współpracownicy Ağcy zostali wymyśleni przez CIA, które przekonało w jakiś sposób zamachowca, żeby obciążył Ajwazowa i Antonowa. Bułgaria znajdowała się w strefie wpływów ZSRR i amerykańskim służbom mogło zależeć, żeby podejrzenia o zlecenie zamachu skierować na komunistów. Pojawiło się wiele hipotez na temat innych możliwych mocodawców Ağcy: miałyby to być koncerny zbrojeniowe, włoska mafia, włoscy terroryści komunistyczni, fundamentaliści islamscy, wywiad turecki, CIA albo tajne służby PRL. Za niektórymi z nich przemawiają pewne przesłanki, inne to czcze fantazje. Jak dotąd wiadomo jedno – Ağca na pewno nie działał sam, ale tylko on został w tej sprawie skazany.

Ignacy Masny, Centrum Myśli Jana Pawła II

Event Place
Choose location...