Świadectwo trudnej bliskości. Korespondencja Jana Pawła II z Anną Teresą Tymieniecką, cz. II

Po wyborze Karola Wojtyły na papieża wybuchł konflikt między nim a Anną Teresą Tymieniecką. Ich późniejsza relacja do końca pozostała przede wszystkim próbą jego przezwyciężenia. 
Jan Paweł II w 1979 r. Fot. Lech Zielaskowski.
1979 r.
Wybuch konfliktu o angielskie wydanie "Osoby i czynu" Karola Wojtyły. W jego wyniku Anna Teresa Tymieniecka wydaje nieatoryzowaną przez papieża wersję książki pt. "The Acting Person".
1994 r.
Po latach dialogu Jan Paweł II podejmuje nieudaną próbę zakończenia sporu poprzez przekazanie dużej sumy pieniędzy na prowadzony przez Annę Teresę Tymieniecką Światowy Instytut Fenomenologii.
2002 r.
Dziennik "The Boston Globe" ujawnia skandal seksualny w Kościele katolickim w archidiecezji bostońskiej. Anna Teresa Tymieniecka wymienia listy z Janem Pawłem II na ten temat.
2 kwietnia 2005 r.
Anna Teresa Tymieniecka spotyka się ostatni raz z Janem Pawłem II tuż przed jego śmiercią.
Ciąg dalszy publikacji nt. korespondencji Karola Wojtyły/Jana Pawła II z Anną Teresą Tymieniecką. Link do cz. I.

Zarodki tego konfliktu widoczne były już przed konklawe w 1978 r. Oboje współpracowali od 1973 r. nad wydaniem angielskiego tłumaczenia książki Karola Wojtyły Osoba i czyn. Tłumaczenie, wykonane przez Andrzeja Potockiego, było gotowe w 1978 r. Anna Teresa Tymieniecka redagowała to tłumaczenie. Podpisała z Wojtyłą umowę, która dawała zredagowanej przez nią wersji prawo do bycia podstawą tłumaczeń na kolejne języki. W umowie znajdowało się jednak zastrzeżenie, że kardynał przed wydaniem książki musi zaakceptować redakcję. Jak wskazują listy z 1978 r., Tymieniecka wysłała do wydawcy tekst książki, wprowadziwszy wcześniej bardzo dużo zmian bez konsultacji z autorem.
Po wyborze Wojtyły na papieża sprawa stała się poważna. Nagle przed Tymieniecką pojawiła się szansa na ogromny sukces wydawniczy i naukowy. Ciążyła jednak na niej odtąd znacznie większa odpowiedzialność. Dotąd chodziło o książkę jednego z ponad setki kardynałów, teraz chodziło o książkę autorstwa papieża. 

Jan Paweł II powołał komisję złożoną z filozofów, żeby ostatecznie przejrzała redakcję tłumaczenia na angielski przed wydaniem. Komisja stwierdziła wypaczenie intencji autora przez redaktorkę. Tymieniecka odmówiła wprowadzenia poprawek i w 1979 r. wydała w holenderskim wydawnictwie Reidel tłumaczenie Osoby i czynu pt. The Acting Person. Wersja ta nie stała się jednak pierwowzorem dla kolejnych obcojęzycznych wydań, ponieważ nie została autoryzowana przez papieża. Nad filozoficznym opus magnum Wojtyły pracowali już inni, przede wszystkim profesor Andrzej Półtawski.

Co ciekawe, w całej zachowanej korespondencji nie ma śladu najmniejszych choćby pretensji Jana Pawła II wobec Tymienieckiej. W niej narodził się za to żal, który nie zgasł przez całe dziesięciolecia.

Okładka książki The Acting Person wydanej w 1979 r. w redakcji Anny Teresy Tymienieckiej.
Sąd bez obrony
Odtworzenie relacji papieża i filozofki na podstawie samej korespondencji jest niemożliwe z tej prostej przyczyny, że Jan Paweł II był w listach bardzo powściągliwy. Często listy zawierają wzmianki o burzliwych osobistych spotkaniach. To podczas tych spotkań starano się rozwiązać wszystkie trudne sprawy. Mimo to z samych listów można również wiele wyczytać. 

Wydaje się, że gdy opadła euforia po wyborze Wojtyły na papieża, bardzo szybko rozpoczęły się w tej relacji problemy. W lutym 1979 r. odbyło się spotkanie, na którym Tymieniecka musiała wyrazić pretensje w związku z losami The Acting Person. Jan Paweł II miał jej później powiedzieć, że „wiele się od niej wtedy nacierpiał”. Co mogło być przyczyną tego cierpienia, wyjawia brudnopis listu Tymienieckiej z 11.03.1979 r. „Jego Świątobliwość – pisze w nim filozofka – (…) jest wprawdzie najwyższym cesarzem na ziemi. Ale tylko ‘namiestnikiem’. Zaś ja, skromny ‘kacyk’ mojego filozoficznego plemienia (…) jestem sama sobie królową. Zyg, zyg, zyg… (…) Och, jakąż zrobiłby mi przyjemność, gdyby mnie ekskomunikował (…)”. Co do większości brudnopisów zachowanych w tym zbiorze, nie wiemy, czy zostały wysłane i czy Jan Paweł II kiedykolwiek je widział. W tym jednak wypadku na liście jest adnotacja „wysłana obszerniejsza wersja”. W listopadzie 1979 r. wysyła prawdopodobnie kolejny list. Zachowało się bardzo wiele brudnopisów tej wiadomości, wszystkie zawierające te same oskarżenia o „wyzysk, niesprawiedliwość, krzywdę, kłamstwo, podstęp i zemstę”. 

Fragment listu Jana Pawła II do Anny Teresy Tymienieckiej ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Papież odpowiada spokojnymi listami, w których nie podejmuje oskarżeń. „Nie podejmuje – tłumaczy – bo czekam na rozmowę”. A w innym liście: „Ufam, że Ten, który rozpoczyna w nas dobre dzieło, pozwoli go dokonać – nawet jeśli po drodze jest czasem trudno i ciemno”. Dwa listy z wiosny 1980 r. wyjaśniają w pełni jego postawę wobec konfliktu z Tymieniecką: „Żałuję, że wywody moje nie zostały zrozumiane, a nawet napisano »nie próbuję zrozumieć«. Równocześnie jednak się nie dziwię”. Reakcję Tymienieckiej tłumaczy jako osąd oparty na emocjach. Pisze: „Jeśli chodzi o sąd drugich, to tutaj Chrystus zostawił nam zdumiewające wskazanie: »Nie sądźcie (abyście nie byli sądzeni)«. Muszę się przyznać, że te słowa Chrystusa od młodości stale chodziły za mną jako szczególne wymaganie. (…) Myślę też, że te słowa Chrystusa bardzo dopomagają do tego, ażeby spotkania między ludźmi stale dojrzewały do tego punktu, poprzez który stają się spotkaniami w prawdzie”.

Jest to z jednej strony delikatne upomnienie Tymienieckiej, która rzucała oskarżenia bez szacunku należnego osobie, którą uważała za przyjaciela. Pomijam fakt, że ta osoba była papieżem, a więc dla katolika – a Tymieniecka była katoliczką poważnie podchodzącą do wiary – namiestnika Boga na ziemi. Pomijam ten fakt, ponieważ sam Jan Paweł II nigdy nie pisał, że należy mu się jako papieżowi inne traktowanie. Z drugiej strony jest to znamienna deklaracja samego Jana Pawła II, jak stara się traktować ludzi: bez względu na doznane krzywdy nie osądzać, żeby doprowadzić na koniec do spotkania w prawdzie. Relację z Tymieniecką można potraktować jako sprawdzian takiego podejścia.
Wznowiony dialog
Kolejne lata to czas wyraźnego ochłodzenia relacji. Korespondencja trwa, ale do 1988 r. jest rzadka i lakoniczna. Wyjątkiem jest list Tymienieckiej z lipca 1981 r., wysłany po odwiedzinach Jana Pawła II w szpitalu. Przypomnijmy, że jest okres, w którym walczył o życie po zamachu 13 maja 1981 r. na pl. św. Piotra. W brudnopisie znajdują się takie zdania: „Czyż słusznym byłoby abym pozostała z nim związana, z nim nieskruszonym, trwającym w demoniackiej pysze (…)?”. „On wszystkimi drogami dąży aby mnie unicestwić życiowo i społecznie abym zniknęła bez śladu z jego drogi (…)”. „Matka (ma tu na myśli siebie w relacji do Jana Pawła II – przyp. aut.) musi być nieubłagana i nieustępliwa tak długo aż nie zobaczy go na prostej drodze oczyszczonego z hańby błędów (…)”. Nie wiemy, w jakiej wersji list trafił do Jana Pawła II. W jakiejś trafił, skoro po kilku miesiącach odpisał jej: „Mam jeszcze Jej list z lipca ub. roku, do którego od czasu do czasu powracam, odczytując go. Na razie – to czytanie jest odpowiedzią. Zdaje mi się, że jest to tekst bardziej do odczytywania, niż do odpisywania”. 

Do ocieplenia tych stosunków doszło pod koniec lat 80. Tymieniecka nie przestała się spotykać od czasu do czasu z Janem Pawłem II i na jednym ze spotkań – w maju 1988 r. – przełamano lody. Nie znaczy to, że filozofka przestała wyrażać w listach swoje pretensje do papieża. Przestały one jednak dominować. Pojawiają się za to inne, ciekawe wątki. Komunizm w Europie zaczyna się sypać, a Tymieniecka nie zamierzała stać z boku. Jej mąż, Hendrik Houthakker, obracał się w sferach rządowych (w przeszłości był doradcą ekonomicznym prezydentów USA). W jednym z listów Tymieniecka donosi o spotkaniu męża z Jeffreyem Sachsem, współtwórcą transformacji gospodarczej w Polsce w latach 90. Stworzyła również samodzielnie projekt pielgrzymki Jana Pawła II do USA, a nawet proponowała pośrednictwo w relacjach z Michaiłem Gorbaczowem! Nic jednak nie wskazuje na to, by papież korzystał z jej sugestii i propozycji w tych sprawach.

Hendrik S. Houthakker, mąż Anny Teresy Tymienieckiej. Fot. Joost Evers/Anefo

Jest to również czas, kiedy ożywia się ich dialog filozoficzno-teologiczny. Tymieniecka chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami o miłosierdziu Bożym, o niemieckich teologach podważających historyczność zmartwychwstania oraz o swoich własnych problemach z ortodoksją („Myślę, że sprawa stworzenia świata przez Boga jest najdotkliwszym cierniem chrześcijańskiej teologii. Przedstawia ta koncepcja tyle aporii, że nie widzę, jak ją utrzymać”). Tymieniecka proponuje również Janowi Pawłowi II projekt reformy nauczania filozofii w seminariach duchownych. Papież odpowiedział jej 1 listopada 1993 r., że jej koncepcja będzie bazą dalszej dyskusji na temat odnowy filozofii w Kościele z ks. Marcello Sanchezem Sorondo, późniejszym kanclerzem Papieskiej Akademii Nauk. Napisał: „Podziwiałem – nie po raz pierwszy – wielką wnikliwość ujawnioną w całym Jej liście”. Czytał również jej filozoficzne prace i twierdził: „Teraz mogę powiedzieć, że już znam tę filozofię, i czuję, że jest mi bliska. Odnajduję się w niej”. 

Wiele listów dotyczy najbliższej rodziny Tymienieckiej, szczególnie jej chorych synów. Filozofka pisze również bardzo dużo o swoim ogrodzie. Przesyła papieżowi zdjęcia kwiatów. Za te fragmenty listów Jan Paweł II zawsze jest najbardziej wdzięczny. W tym czasie, na przełomie 1993 i 1994 r. papież wyszedł z inicjatywą, aby załatwić wreszcie zadawnioną już (minęło już 15 lat od jej wybuchu) sprawę wydania The Acting Person. Klimat wydawał się odpowiedni.
Dar czy rekompensata?
20 marca 1994 r. Jan Paweł II napisał do filozofki: „Wedle Sartre’a spotkanie między człowiekiem a człowiekiem jest poniekąd niemożliwe („drudzy to piekło”). Wedle św. Pawła, który głosi Ewangelię, Chrystus „obalił wszelkie mury” i jesteśmy sobie wzajemnie bliscy, nawet jeśli jesteśmy dalecy. (…) Tereso Anno, ja nie tylko wierzę w Chrystusa, ale jestem przekonany, że On nas prowadzi”.

Okazało się, że powrót do konfliktowego tematu wywołał kolejną burzę. Tymieniecka twierdziła, że sprawa nie może być załatwiona, dopóki papież publicznie nie przyzna się do winy: „Autor (…) nie chce dać publicznego świadectwa poczucia winy, no a właśnie jedynie TO mogłoby Go przyzwoicie wobec mnie ustawić, bo krzywdy i łajdactwa robił mi PUBLICZNIE” – czytamy w brudnopisie listu z tego okresu. I dalej: „zdaje mi się, że On ma sumienie tak spaczone, że nic do niego nie przemówi. (…) Chodzi tylko o Jego wielkość i z nikim nie dającą się porównać genialnością w każdym kierunku. Ot co: PYCHA”. „On to jest tym szatanem, który wzburza we mnie wszelkie ‘moce piekielne’, abym z nimi walczyła”.

Co papież mógł na to odpowiedzieć? Bezpośrednia odpowiedź się nie zachowała, ale późniejszy list do Tymienieckiej wszystko wyjaśnia: „chociaż moja odpowiedź była nieproporcjonalnie zwięzła – to i ta zwięzłość była owocem długich refleksji: w końcu wydało mi się, że wszystko najlepiej wyrażają te słowa św. Jana, które przytoczyłem: »Bóg jest miłością«”. 

Jesienią 1994 r. Tymieniecka wyszła z inicjatywą załatwienia sprawy. Skoro – pisała Tymieniecka – papież nie chce przyznać się do winy, niech zrobi finansową rekompensatę na rzecz kierowanego przez nią Światowego Instytutu Fenomenologii. Jan Paweł II spełnił tę prośbę. Okazało się, że to nie wystarczyło. Papież podkreślał bowiem, że przekazane pieniądze nie są zadośćuczynieniem, lecz bezinteresownym darem. To dla Tymienieckiej okazało się nie do przyjęcia. W brudnopisie ze stycznia 1995 r. czytamy: „Zdumiewające, że On, co potrafi w swoich pismach tak subtelnie wydobyć głębie duchowych znaczeń z prozy życia, nie zrozumiał mojego poświęcenia, »daru« miłości, jakim było sformułowanie »kompromisowe«: Jego zadośćuczynienie za szkody, a moja rezygnacja z rehabilitacji w świecie. (…) Nie zrozumiał. Za tym wypada mi się z tej ofiarności mojej wycofać”. Tymieniecka wyrzekła się w efekcie osobistych stosunków z papieżem. Jan Paweł II odpowiedział jej słowami z modlitwy Ojcze nasz: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
Plotki i skandale
Relacje ponownie osłabły, choć całkiem się nie urwały. Mimo wszystko obojgu zdawało się zależeć na ich trwaniu, choć pewnie z różnych powodów. Tymieniecka pisała „Oboje mamy świadomość, że Pan Bóg nas sobie zadał. (…) moje przeświadczenie, że to On mi »jest zadany« ma przewagę rzeczową, jako że ja staram się sprowadzić Go z drogi nieprawości na drogę zbawienia, zaś On to nawet nie wie, po co i w jakim celu ja byłabym mu »zadana«”.

Jest druga połowa lat 90. To czas, kiedy wychodzą dwie amerykańskie biografie papieża, w których jego relacje z Anną Teresą Tymieniecką są szczegółowo przedstawione – Jego Świątobliwość Marco Politiego i Carla Bernsteina oraz Człowiek stulecia Jonathana Kwitnego. W obu sugeruje się romantyczne uczucia Tymienieckiej do Jana Pawła II. Filozofka występuje publicznie, dementując te plotki, a jednocześnie opowiadając, jakie upokorzenia spotkały ją ze strony papieża.

Z listu na list, ze spotkania na spotkanie, następuje jednak ponowne zbliżenie. Bez żadnego widocznego przełomu dochodzi do tego, że w 2000 r. Tymieniecka pomaga Janowi Pawłowi II pisać rozważania Drogi Krzyżowej, którą odprawiał w Koloseum. Ona wysyła mu swoje „dzieło życia” pt. Logos and Life, które Jan Paweł II przeczytał i chwalił. On z kolei daje jej do przeczytania Tryptyk rzymski, z prośbą o ocenę przed wydaniem. 

W tym właśnie czasie w diecezji bostońskiej, na terenie której mieszka Tymieniecka, przez czasopismo „The Boston Globe” ujawniony został skandal tuszowania nadużyć seksualnych księży przez miejscowego arcybiskupa, znajomego Tymienieckiej, Bernarda Lawa. Filozofka, jak sama przyznaje, sprawę znała wyłącznie z gazet. Pisała o niej papieżowi, ale w jej listach nie ma żadnych faktów, których on mógłby nie znać skądinąd. W reportażu TVN „Skandal w Bostonie” na ten temat podana jest fałszywa informacja, że Jan Paweł II odpowiedział na szereg listów Tymienieckiej jednym, bardzo zdawkowym. W rzeczywistości odpowiedzi były dwie, obie takiej długości, jak większość listów Jana Pawła II do Tymienieckiej w tym okresie. W jednym z nich pisał: „»Służba człowiekowi – służba Bogu« – ta ewangeliczna zasada stanowi centrum listu, jaki od niej otrzymałem w tych dniach. Bardzo dziękuję”.

Fragment pierwszej strony "The Boston Globe" z 6.01.2002 r. z artykułem o nadużyciach seksualnych księdza z diecezji bostońskiej.

Wbrew medialnym doniesieniom, Tymieniecka nie atakowała papieża w kontekście bostońskiego skandalu. Co prawda w początkowej fazie, w marcu 2002 r., zarzucała mu „zbyt słabą” reakcję. Według niej jedyną adekwatną reakcją byłoby zniesienie w Kościele obowiązku celibatu dla księży. Później jednak chwaliła papieża, a nawet w nim – i tylko w nim – widziała możliwość wyjścia z sytuacji. „Tylko Twoja wizyta tutaj może przeszkodzić zupełnej niesławie, w jaką chyli się nasz Kościół” – pisze. Bardzo chwaliła jego wizytę podczas Światowych Dni Młodzieży w Toronto w 2002 r., podczas której Jan Paweł II powiedział: „Zło wyrządzone przez księży oraz osoby duchowne ludziom młodym i wrażliwym napełnia nas głębokim smutkiem i poczuciem wstydu”.

Reakcja papieża i całego Kościoła na skandal w Bostonie była ostra. Abp Law podał się do dymisji, ogromna ilość księży została ukarana, ofiarom wypłacono milionowe odszkodowania, a w amerykańskim Kościele zmieniono prawo, wprowadzając zasadę „zero tolerancji” dla wykorzystywania seksualnego. Zmiany te zapoczątkowały reformę podejścia do tego problemu w całym Kościele. 
Tak to widziała zapewne również Tymieniecka, skoro w 2004 r. pisała do papieża: „teraz wyłoniło się Jego decydujące zadanie (…), do którego On właśnie został powołany: przeciwstawić się ZAGŁADZIE CHRZEŚCIJAŃSTWA, ROZKŁADOWI NASZEJ ZACHODNIEJ KULTURY, UPADKOWI WIARY W BOGA I CZŁOWIEKA”. „Otóż widzę konieczność »obrony chrześcijaństwa«, bo świat stara się je zniszczyć. Ze wszystkich stron”. Gdy skandal wybuchał, Tymieniecka przekonywała, że ludzie domagający się wyjaśnienia skandalu nie są "wrogami Kościoła". W 2004 r. Tymieniecka widziała w ciągnących się sprawach sądowych przeciwko księżom diecezji bostońskiej „podnietę” dla prowadzących „kampanię skompromitowania chrześcijaństwa”, żeby „śmielej przeciwko chrześcijaństwu występować.
Prawda czy pozory
W tym czasie wydaje się, że po ich dawnym konflikcie nie pozostał nawet ślad. To właśnie z tego okresu pochodzą listy rozpoczynające się zwrotami Tymienieckiej do Jana Pawła II w rodzaju „Najmilsze moje kochanie”, które wzbudzają wciąż ciekawość i pobudzają do pytań o romantyczne wątki w tej relacji. Cóż, oboje przekroczyli już w tym czasie osiemdziesiątkę. Tymieniecka używa języka, który może kojarzyć się z romantyczną relacją, ale opisuje nim rzeczywistość przyjaźni. Pisze np. o „intymnej relacji”, mając na myśli emocjonalną bliskość (słowa „intymne” używa jako synonimu słowa „osobiste”, np. przy opisie osobistych, wewnętrznych przeżyć w czasie Bożego Narodzenia). Inna sprawa, że w brudnopisach listów do papieża snuje wspomnienia z pierwszych lat ich znajomości, które bardzo łatwo mogą być odczytane, jako sugestia romantycznej więzi. Z kolei ze strony papieża brakuje jakichkolwiek oznak nadmiernej poufałości. Wydaje się, że toleruje ówczesny język Tymienieckiej, tak jak wcześniej tolerował jej oskarżenia.

Ostatnie wymieniane listy są pełne ciepła. W czerwcu 2004 r. Jan Paweł II pisał, że wybiera się w Alpy, do Doliny Aosty – „choć nie wiem, czy w 85-tym roku życia to nie za wysoko”. Ostatnia wiadomość od Tymienieckiej pochodzi z 1 kwietnia 2005 r.: „Przylatuję do Rzymu, aby być przy Nim. Będę w Rzymie jutro, czyli w sobotę przed południem i ufam, że dadzą mi się z nim nacieszyć”. Wiemy, że do spotkania doszło, a Tymieniecka była jedną z ostatnich osób, z którymi papież się widział. Zmarł tej właśnie soboty wieczorem.

Korespondencja z ostatnich lat życia Jana Pawła II zdaje się świadczyć, że papież miał rację, okazując Tymienieckiej cierpliwość i zaufanie. Mimo burzliwej relacji, na koniec udało się – wydawałoby się – uzyskać zgodę i odnowić przyjaźń. 

Jest jednak coś, co stawia tę hipotezę pod znakiem zapytania. Trzy lata po śmierci papieża Tymieniecka sprzedała ich prywatną korespondencję za około 11 milionów dolarów. W korespondencji zaś są wyraźne ślady, że jednym z powodów, dla których listy do papieża były przez nią pisane, było pragnienie Tymienieckiej, by przynajmniej po śmierci oddano jej sprawiedliwość w ich sporze. W 1994 r. zwierzyła się przyjaciółce, że jej listy do Jana Pawła II „pisane są też dla jej biografów”. Nawet przed papieżem nie ukrywała: „będę VINDICATED (ang. zrehabilitowana) PO MOJEJ ŚMIERCI, A TERAZ NIE CHCE. Mam sympatyczne stosunki z papieżem i nie widzę sensu zepsuć ich dla tej »windykacji«”. Wiele z zachowanych brudnopisów listów zawiera ataki na Jana Pawła II, a ich autorka starała się przedstawić jego osobę w złym świetle. Niektóre z nich, pozostawione bez komentarza, zdają się sugerować romantyczną relację. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Tymieniecka gotowa była poświęcić dobre imię Jana Pawła II, by uzyskać sprawiedliwy – w jej przekonaniu – osąd historii o swojej osobie. Zwłaszcza, że w jej listach nie brakuje fragmentów, w których wprost pisze, o swoim „geniuszu filozoficznym”, którego nikt nie jest w stanie „należycie zrozumieć”. 

Ignacy Masny
Centrum Myśli Jana Pawła II
Event Place
Choose location...
Project implemented by: 0dedcee7-e7f4-4ad4-908b-b8e2aeca85d0
Project co-financed by: 49fb2d2c-eda7-4c63-a535-e56a3f11b088
Patronage: a8c590a9-3d08-4a4b-9229-dd4a0ed18bd5
Partners:
cd4915b3-16ea-4c23-badf-b443f8910d4f
e29b7cad-59cd-4074-9f30-75998a58f94f
5551a6a7-2bef-46f1-be41-c1f7a1ab3968
f3c6a8e0-ee99-4dca-8d8a-96fe00eb6bfc
24b44287-f100-495e-8c1b-f75634d7408c
63b99bd6-cc52-481c-a3c8-20972c4c8aa2
4d35ddd8-0a7f-44c4-bc55-1cb1283c2e2f
cde033da-3b35-482a-8654-5122af1cc68e
650c71ba-2be9-480f-a302-aa2f0cf62d83
40ed0768-6507-4a2b-b805-d9278ae7a5bd
99b7ee7e-82fd-484f-bfe6-2615dca8a026
e0d82d40-cf5c-420c-9672-abb19ce71e07
174354ba-a0e9-4596-baf6-47bf9606482b
8796ad48-743b-4784-90aa-3a7961603afe
1d83713a-4602-47eb-ac44-2f2d0bea630e
756fa7a1-2fc0-4fb8-bef8-920c059b3ab8
15429d57-a250-4380-9c17-dc6ab97cdf21