Najpierw sprawiedliwość. Karol Wojtyła o ekonomii
Kiedy Karol Wojtyła został biskupem, całą swoją pensję profesora na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim przeznaczył na stypendia dla ubogich studentów. Z perspektywy jego społecznych poglądów nie był to akt miłosierdzia, tylko wypełnienie ciążącego na nim obowiązku.
Abp. Karol Wojtyła, 1964 r. Fot Marian Hałasa/Archiwum KUL
Drag timeline
1948
Praca ks. Karola Wojtyły w Niegowici. Jako młody wikary zasłynął tym, że rozdał prawie całą swoją własność.
1954-1957
Wykłady ks. Karola Wojtyły z katolickiej etyki społecznej na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a po jego likwidacji - w krakowskim seminarium duchownym.
1960
Karol Wojtyła łączy pełnienie urzędu biskupiego z pracą wykładowcy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Do końca pracy na KUL oddaje swoją pensję na potrzeby studentów.
„Chodził jak szmaciarz, ubrany w taki drelich, buty miał saboty, takie na drewnianej podeszwie – tak ks. Franciszek Konieczny wspominał wygląd młodego kleryka Wojtyły pod koniec II wojny światowej. – No i rzeczywiście, gdy go ktoś na ulicy widział, to myśleli, że żebrak”. Przyszły papież w młodości często narażał się na śmieszność z powodu swojego wyglądu. Sprzątaczka pracująca w plebanii jego pierwszej parafii w Niegowici wyrokowała, że „będzie dziadem do śmierci”. Proboszcz parafii św. Floriana, w której pracował na początku lat 50., mówił, że to „młodociany starzec”. Dla każdego, kto go znał, nie było tajemnicą, że wyglądał tak nie z powodu biedy, ale dlatego, że oddawał swoje rzeczy bardziej potrzebującym. We wspomnieniach wciąż przewijają się wzmianki o jego dyskretnych darach. Chodził bez płaszcza zimowego, bo znajomemu nie uszyli kurtki na czas. Musiał nosić mokrą koszulę po praniu, bo jedyną, jaką miał na zmianę, oddał Polakowi, który po wojnie przyjechał bez niczego z ZSRR. Spał bez poduszek, bo przekazał je matce małych dzieci. „Rozdawał wszystko, nie miał nic”. To było miłosierdzie.
Co prawda młodym wikarym w latach 40. i 50. zwykle się nie przelewało, ale Wojtyła pobierał jeszcze wynagrodzenie za wykłady na uczelniach i w seminariach oraz – od czasu do czasu – za publikacje w katolickich czasopismach. Z pewnością stać go było na ubranie, które nie budziłoby politowania.
Problem własności
Według Wojtyły granica między oddaniem sprawiedliwości społeczeństwu a miłosierdziem jest wyraźna. Przebiega zupełnie gdzie indziej, niż wyobraża to sobie większość ludzi. Dokładnie ujął to zagadnienie w wykładach z katolickiej etyki społecznej, które wygłaszał na Uniwersytecie Jagiellońskim i w seminarium duchownym do 1957 r. Skrypt tych wykładów został wydany w książce Katolicka etyka społeczna. Jest to wykład nauki Kościoła katolickiego na tematy społeczne, oparty na papieskich encyklikach, pismach św. Tomasza z Akwinu i innych wielkich myślicieli katolickich oraz najnowszych – na tamte czasy – pracach polskich i zachodnich naukowców na tematy społeczne.
Sprawę sprawiedliwości społecznej można według Wojtyły sprowadzić do następującego pytania: „czy i jakie dobra materialne winny być posiadane indywidualnie (własność prywatna), czy i jakie dobra zaś winny być posiadane wspólne (własność publiczna)?”. „Pytanie to – twierdził – wyraża jeden z najtrudniejszych problemów etycznych, jedno z najtrudniejszych zagadnień życia ludzkości”.
Zgodnie z celem
Żeby uzyskać odpowiedź, Wojtyła proponuje zastanowić się nad celem dóbr materialnych. Uważał, że nie istnieją one przypadkowo. Zostały stworzone przez Boga w bardzo konkretnym celu – żeby zaspokajać naturalne potrzeby stworzeń, przede wszystkim ludzi. Nie zostały stworzone dla jakiejś grupy wybranych, ale dla wszystkich, a więc każdy ma prawo ich używać. Własność prywatna jest naturalnym sposobem używania tych dóbr przez poszczególne osoby. Doświadczenie pokazuje, że taki rodzaj własności najlepiej odpowiada ludzkim potrzebom, najlepiej też prowadzi do pomnożenia i udoskonalenia tych dóbr. Bóg stworzył rzeczy materialne po to, żeby każdy mógł ich używać, nie po to, żeby ich nadużywać. Jeżeli własność prywatna przestaje prowadzić do celu, dla którego Bóg je stworzył, a staje się przedmiotem nadużycia, staje się niesprawiedliwa.
Powszechne prawo do używania dóbr materialnych jest w tej koncepcji ważniejsze niż prawo własności. Każdy, kto zaspokoił wszystkie swoje racjonalne potrzeby, jest zobowiązany do przekazania całej nadwyżki dóbr na cele społeczne. Problemem może być ocena, które potrzeby są racjonalne. Z pewnością rolę do odegrania ma tu każde indywidualne sumienie. Katolicka etyka społeczna – również w wykładach Karola Wojtyły – daje wyraźne wskazówki, gdzie kończą się godziwe potrzeby.
Jeśli my i nasi najbliżsi mamy zapewnione właściwe warunki mieszkaniowe, mamy co jeść i w co się ubrać, jeśli możemy rozwijać się i uczestniczyć w życiu kulturalnym kraju oraz stać nas na odkładanie skromnych oszczędności, żeby zabezpieczyć się na starość lub na wypadek choroby – możemy uznać, że nasze potrzeby zostały zaspokojone. Oczywiście nie da się w jednym zdaniu zawrzeć formułki, która jednoznacznie wskaże, czy dany wydatek jest racjonalny. Wiele dodatkowych, pozornie zbytecznych wydatków można usprawiedliwić, w zależności od okoliczności. Wojtyła powtarzał na przykład za Tomaszem z Akwinu, że człowiek ma prawo funkcjonować na poziomie materialnym wymaganym przez obowiązki swojego stanu. Z tego względu prezes firmy musi mieć zapewne lepszy garnitur i droższy samochód niż, dajmy na to, proboszcz.
W końcu jednak dobrze ukształtowane sumienie daje znać, że kolejne wydatki są już zbyteczne. Człowiek, zdaniem Wojtyły, nie ma prawa do luksusu. Przywołuje słowa św. Augustyna „Dobra zbyteczne bogatych są dobrami koniecznymi ubogich. Cudze rzeczy posiada, kto posiada rzeczy zbyteczne”. Wszystkie pieniądze wydawane na dobra luksusowe powinny zamiast tego być przeznaczane na zaspokojenie podstawowych potrzeb tych ludzi, którzy nie mogą ich sami zaspokoić.
Rola państwa
Karol Wojtyła miał sumienie uformowane wystarczająco dobrze, żeby całkowicie zrezygnować z pensji profesorskiej, kiedy jako biskup miał już zapewnioną możliwość zaspokojenia swoich uzasadnionych potrzeb. Co jednak z ludźmi, którzy dzielić się nie chcą?
Katolicka etyka społeczna nie jest tylko apelem do indywidualnego sumienia. Daje ona kryteria do uporządkowania całej rzeczywistości społecznej, również na poziomie państwowym i międzynarodowym. Według tych kryteriów państwo nie powinno zmuszać ludzi do miłosierdzia. Poza wyjątkowymi przypadkami, na przykład wielkich katastrof naturalnych, państwo nie powinno prowadzić bezpośrednio akcji charytatywnych. Akty miłosierdzia powinny wypływać z serca, a organizować je powinny Kościół i świeckie, oddolne organizacje. Miłosierdzie – a więc dzielenie się dobrami nawet wtedy, gdy nam samym ich brakuje, a także wtedy, gdy sama sprawiedliwość tego nie wymaga – jest co prawda chrześcijańskim obowiązkiem, ale państwo nie jest od tego, żeby go egzekwować.
Reformy
Pytanie brzmi, jak to może wyglądać w praktyce. Wojtyła nie podawał gotowych recept, ale nie chciał też, by w jego wykładach etyka społeczna rozpłynęła się w ogólnikach. Z aprobatą mówił na przykład o osiemdziesięcioprocentowym podatku od najwyższych dochodów. Nie jest sprawiedliwe – zgodnie z opisanymi wyżej zasadami – płacenie przez każdego podatku tej samej wysokości (pogłówne) albo proporcjonalnie do dochodów (podatek liniowy). Sprawiedliwość wymaga, żeby każdy przeznaczył na cele społeczne wszystko, co mu zbywa. W przypadku osób zarabiających najwięcej można uznać, że 20 procent dochodów w zupełności wystarczy na utrzymanie.
Przeciw takiemu postawieniu sprawy można podnieść zarzut, że odbierając przedsiębiorcom dochód, uniemożliwia się im dalsze inwestowanie, a to zabija rozwój gospodarczy. Wojtyła by się z tym zarzutem zgodził. Mówił, że „właściciel ma prawo używania własności posiadanej, ale w taki sposób, ażeby przez to umożliwić jak najszerzej używanie innym członkom społeczeństwa. Tak więc samo wprowadzenie kapitału w konkretny proces produkcji niewątpliwie wyświadcza przysługę społeczeństwu”. Wielki zysk z przedsiębiorstw daje się więc pogodzić z dobrem społecznym, o ile jest później przeznaczany na rozwój produkcji. Taki proces musiałby podlegać ściśle kontroli państwa.
Wojtyła podawał również przykład wielkiej własności ziemskiej. Państwo ma według niego prawo – a czasem i obowiązek – odebrać za odszkodowaniem ziemię tym, którzy mają jej za wiele, by przekazać ją tym, którzy nie mają jej wcale. Dziś problem zmiany struktury własności gospodarstw rolnych nie budzi już w Polsce tak wielkich emocji jak w latach pięćdziesiątych. Gdyby jednak tę logikę zastosować do problemu mieszkaniowego, mielibyśmy gotowy pomysł na całkiem radykalną reformę.
Ignacy Masny
Centrum Myśli Jana Pawła II
Artykuł ukazał się pierwotnie w czasopiśmie "Myśl w Centrum", nr 3/2025 (link: https://www.centrumjp2.pl/wp-content/uploads/2025/09/MYSL-W-CENTRUM_magazyn_nr_6.pdf)
Event Place
Choose location...
Wyższe Seminarium Duchowne w Krakowie
Keywords
Project implemented by: 

Project co-financed by: 

Patronage: 

Partners: 
































